wtorek, 13 sierpnia 2019

"Mój Torin" - K. Webster


            WOW. Wydawnictwo Niezwykłe ponownie zaskoczyło mnie swoją propozycją czytelniczą. Kilka dni temu skończyłam czytać powieść pt."Mój Torin" i od tego czasu nie wiem co mam napisać, albo co powinnam napisać o tej książce. Dawno nie miałam takiego mętliku w głowie i tak ogromnego kaca czytelniczego. WOW. Kiedy powyższą książkę odłożyłam na półkę to przez kilka minut tępo patrzyłam w sufit i myślałam: "Co tam się  odwaliło. Co ja w ogóle przeczytałam?" Przez pierwsze minuty byłam tak zdezorientowana, że nie wiedziałam co się ze mną dzieje. A stało się jedno -  poznałam Torina. Poznałam Casey. Poznałam ból miłości. Poznałam toksyczną więź. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią!
Jestem dziwadłem, odmieńcem, nigdzie nie pasuję.
Jestem samotna, nikt mnie nie kocha.
Jednak szczęście jest tak blisko, prawie mogę go posmakować.
Aż nagle zjawia się on.
Jest przystojny i bogaty, stanowi uosobienie męskości.
Ma smutne brązowe oczy i niesamowity uśmiech.
I chce, żebym uciekła razem z nim.
Skrywa swoje intencje.
Motywy jego postępowania są niejasne.
Ale ja i tak z nim odchodzę, bo tu nie jestem szczęśliwa.
Jego obietnice są zbyt piękne, by mogły być prawdziwe.
Zamek. Fortuna. I konie.
To wszystko jest zbyt proste.
A w moim życiu nic nigdy nie jest proste.
W czym tkwi haczyk?
Zawsze jest jakiś haczyk. 
               Jak już wcześniej wspomniałam tę recenzję będzie mi się bardzo trudno pisało, ponieważ jest to po prostu trudna historia. Długo zwlekałam z napisaniem opinii o powieści Pani Webster, bo miałam do tego uzasadnione powody. O tej pozycji nie da się napisać dobrej opinii, bo żadne słowa w pełni nie oddadzą uczuć czytelnika po przeczytaniu "Mojego Torina". Ja do tej pory nie wiem co chcę zawrzeć w moim wywodzie i kompletnie nie wiem czy na samym końcu recenzji polecę Wam tę książkę. Choinka, ja już nic nie wiem! Mam taki bałagan w głowie i tyle przemyśleń, że nie mam pojęcia jak je poskładam w jedną logiczną całość. Eh, bycie blogerem bywa czasem naprawdę trudne. Kilka dni temu przeczytałam intrygującą powieść, ale była ona tak dziwna, szalona, trudna i przepełniona bólem, iż nie wiem jak to ująć w słowa. Pewnie teraz nawet nie piszę konkretów tylko bełkocze - tego jestem pewna. Kochani, ja na serio nie wiem co piszę. Mam taki sajgon, że masakra. Nie dajcie się zwieść tej seksownej okładce( moim zdaniem jest całkiem sexy), bo za nią kryje się prawdziwa i ogromna bomba emocjonalna. Zaczniecie ją czytać i nie będziecie mogli się od niej oderwać, a zarazem będziecie na siebie wściekli, że w ogóle po nią sięgnęliście. Ta historia jest pełna sprzeczności i bólu, więc przygotujcie się na.... sama nie wiem na co. Tego chyba nie da się opisać, lecz trzeba to przeczytać i doświadczyć tego na własnej skórze. Powieść Pani Webster czasami ryje banie - przepraszam za to wyrażenie, ale tak naprawdę jest. Ale w sumie jeżeli czytaliście "Skradzione laleczki" to doskonale wiecie o czym mówię. Ta autorka ma szaloną wyobraźnię i uwierzcie mi na słowo, że nawet nie chcę wiedzieć co się w kryje w jej głowie. Wystarczy mi to, że czytam jej książki i potem nie mogę spać po nocach. 
          Pewnie zauważyliście, że nie piszę żadnych, ale to żadnych konkretów z fabuły. Kochani, jest to celowe posunięcie z mojej strony. Na bieżąco obserwuję pisarkę w social mediach i wiem, że Webster nie znosi kiedy my blogerzy za dużo zdradzamy w swoich opiniach. Ja postanowiłam uszanować prośbę autorki i w swojej recenzji napiszę jak najmniej o fabule, bohaterach i scenach, które mnie wzruszyły albo zdenerwowały. Prawda jest taka, że jeżeli będziecie za dużo wiedzieć  z fabuły "Mojego Torina" to nie będziecie odczuwać tego napięcia. Tę książkę trzeba odkrywać samemu - bez żadnych spoilerów.
                  Nie będę Wam wciskać kitów, że "Mój Torin" jest piękną opowieścią o miłości, bo jest to totalna bzdura. Historia Torina i Casey wcale nie jest piękna, słodka i niewinna. W tej historii jest wiele sprzeczności, smutku, zła i odmienności. Moim zdaniem K. Webster wcale nie chciała nam przedstawić obrazu wyjątkowego związku, lecz pragnęła nam pokazać totalnie inne oblicze miłości. Zarówno Casey jak i Torin muszą walczyć ze swoją przeszłością, teraźniejszością i demonami. Nie jest im łatwo zbudować stabilny związek, bo nie ufają ludziom, ani sobie nawzajem. Tym bardziej, że główny bohater zmaga się z poważnym problem, który wcale nie ułatwia mu codzienności.
              Zbliżamy się ku końcowi mojej opinii, a ja nadal się zastanawiam komu powinnam polecić tę książkę. Z pewnością lektura "Mojego Torina" nie jest dla każdego czytelnika. Opowieść głównego bohatera wzbudza kontrowersje, rani czytelnika i sprawia, że czasami mamy ochotę wejść do książki i wszystkich bohaterów poustawiać. Kim jest Torin? Kim dla niego jest Casey? Czy w świcie pełnym zła jest miejsce na miłość, poświęcenie i odkupienie? Tego dowiecie się z najnowszej powieści K. Webster. Na sam koniec chcę napisać tylko jedno - nadal nie wiem czy tę książkę kocham czy jednak nienawidzę.

Kochani,
czytaliście ostatnio jakąś mocną książkę? Jeżeli nie to szybciutko musicie poznać "Mojego Torina". Kac książkowy gwarantowany!
Do napisania!

8 komentarzy:

  1. Teraz i ja chcę to pzreczytać. Skoro jest dziwnie to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahhahaha :D Mam nadzieję, że będziesz bardzo zadowolona!

      Usuń
  2. Właśnie czytam, dlatego na opinię rzuciłam tylko okiem :) Jest ciekawie, ale faktycznie dość specyficznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja przyjaciółka czytała i też powiedziała, że ta książka jest dość dziwna. To stwierdzenie mnie zaintrygowało i muszę ją przeczytać. 😊

    OdpowiedzUsuń