sobota, 15 lipca 2017

Nigdy nie czytaj tej książki i zawsze omijaj ją szerokim łukiem - recenzja powięści pt."Nigdy i na zawsze"

Hej Kochani !
     W ten piękny letni sobotni wieczór, przybywam do Was z recenzją książki, która totalnie ochłodziła mój zapał do czytania i nie spełniła moich oczekiwań. Jest tu mowa o książce pani Ann Brashares, słynnej amerykańskiej pisarki. Jesteście ciekawi czym tak bardzo mnie zawiodła?

     Daniel żyje na świecie już miliony lat. Umiera i rodzi się na nowo, i na swoje nieszczęście pamięta poprzednie wcielenia. Jednak nie to jest w najgorsze. W jednym ze swoich wcieleń, zakochał bez pamięci, w cudownej, dobrej i pięknej dziewczynie. Chłopakowi kilka razy udaje się odnaleźć ukochaną dziewczynę, niestety ona nigdy go nie pamięta...
Czy Damianowi, uda się odnaleźć miłość? Czy rozkocha dziewczynę na nowo?

     Jestem naprawdę bardzo zawiedziona, bo po tylu pozytywnych opiniach liczyłam na piękną, subtelną opowieść o potężnym uczuciu,którego nie jest w stanie pokonać nawet śmierć. A co dostałam? Głównego bohatera, latającego do swojej teoretycznej miłości i jego teoretyczną ukochaną, która przed nim ucieka i co pięć minut wbija mu nóż w plecy. Brzmi żenująco, prawda? Ale tak właśnie było.

     Przez większość  książki odnosiłam wrażenie, że autorka chce wykreować główną bohaterkę Lucy, na taką miłą, sympatyczną i twardo stąpającą po ziemi dziewczynę. A co wyszło? Chodząca pokrzywdzona dziewczyna, bez własnego zdania, bez neuronów, bez jakichkolwiek uczuć. I wierzcie mi, wcale nie przesadzam. To co wyrabiała ta istota, przechodziło ludzkie pojęcie. Najlepiej będzie jak skończę jej temat, bo załamię siebie i Was. A wiecie co mnie jeszcze bardziej boli? To, że Pani Brashares  przedstawiła nam inne wcielania Lucy, i one naprawdę były cudowne, dlatego nie mogłam zrozumieć dlaczego teraźniejsza osobowość  ukochanej Damiana, jest taka paskudna!


    Co do naszego głównego bohatera. Polubiłam go, ale były momenty kiedy miałam ochotę nim potrząsnąć, żeby się ogarnął i dał sobie spokój z tą Lucy. Jest to postać naprawdę sympatyczna, ale strasznie mi brakowało w nim takiego pazura, bo przez większość historii po prostu biegał za Lucy jak piesek. A szkoda, bo autorka mogła wykreować go znacznie lepiej i byłby na pewno jedną z moich ulubionych postaci. A tak to był chwilami zdecydowany, odważny i męski, a po chwili zmieniał się w taką ciepłą kluskę. I tak w kółko.

    Podobał mi się pomysł pisarki na fabułę i muszę przyznać, że kupiłam go, ale gdzieś po środku ten cały potencjał się rozmył. Z intrygującej i tajemniczej historii, zmieniła się ona w schematyczną papkę bez polotu. A szkoda, bo ta książka mogła być jedyna w swoim rodzaju, z niesamowitą fabułą, i świetnym zakończeniem.
   A skoro już zaczęłam temat zakończenia, to jestem naprawdę nim usatysfakcjonowana i trochę wynagrodziło mi to męczarnie podczas czytania. Ostatnie strony były przesiąknięte przygodą, dreszczem, pościgiem i adrenaliną. Gdyby od początku  Ann Brashares tak bawiła się z czytelnikiem, to byłoby fenomenalnie! Zakończenie w siedemdziesięciu procentach wbiło mnie w fotel i sprawiło, że otworzyłam usta ze zdumienia. Dlatego jeszcze bardziej jestem zła na autorkę, bo widać, że kobieta ma talent i potrafi czytelnika zaczarować. O wiele łatwiej by mi było dać tej powieści złą ocenę, gdyby zakończenie było tak średnie jak większa część tej książki, a tak to będę miała trochę wyrzutów sumienia.


      Bardzo bym chciała polecić Wam tę książkę, ale niestety nie mogę. Powieść Pani Brashares  mnie zawiodła i nie mogę postawić jej pozytywnej recenzji. Jeśli oczywiście chcecie, to przeczytajcie "Nigdy i na zawsze", ale nie piszcie potem, że Was nie ostrzegałam :)

Moja ocena : 3/10

"Widziałem piękno w niezliczonych postaciach.Zakochałem się i moja miłość trwa nadal. Raz zabiłem ukochaną kobietę, umierałem za nią wiele razy, lecz nic mi jeszcze z tego nie przyszło. Ciągle jej szukam. Ciągle ją pamiętam.Noszę w sobie nadzieję, że pewnego dnia ona też mnie sobie przypomni."



Nie wiem co się ze mną dzieję, ale to już druga negatywna recenzja w tym tygodniu. Chyba muszę się trochę ogarnąć :) A wy kochani czytaliście tę książkę?
 Do napisania!

11 komentarzy:

  1. Nie miałam okazji przeczytania tej książki i przyznam Ci rację, że fabuła rzeczywiście brzmi bardzo zachęcająco. Skoro jej wykonanie jest tak kiepskie to nie będę tracić na nią cennego czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba nie słyszałam wcześniej zbyt wiele o tej książce, ale masz rację - opis brzmi bardzo zachęcająco. Szkoda, że autorka zmarnowała tak duży potencjał, bo wydaje się, że mogłoby z tego pomysłu wyjść coś naprawdę wartego uwagi. Jednak w takim wypadku raczej sobie odpuszczę tę książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że książka mająca naprawdę ogromny potencjał w fabule, w głównym rozrachunku wypada tak słabo. Autorka chciała być może dobrze, ale za mocno przedobrzyła, oj za mocno.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Do tej pory raczej spotykałam się z bardzo pochlebnymi opiniami, ale dobrze wiedzieć, że nie wszystko jest takie kolorowe. Myślę, że mimo wszystko sama się przekonam jak to z tą historią jest.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zniechęciłaś mnie do niej w stu procentach.

    OdpowiedzUsuń
  6. Naprawdę taka słaba? A tyle dobrego o niej czytałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja również sporo dobrego czytałam o tej książce a tu taka niespodzianka :) Dobrze w sumie bo i tak nie miałam zamiaru czytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wczoraj czytałam bardzo pozytywną recenzję u Tylko magia słowa, a dzisiaj taka negatywna... :D Ale i tak po nią sięgnę, bo chodzi za mną już od dawna i czuję, że mi się spodoba!
    Intryguje mnie tylko, dlaczego u Ciebie bohaterowie mają na imię Damian i Sophie, bo z tego, co się orientuję to tam chyba występują Daniel i Lucy? :'D Nie, żebym się czepiała, zresztą nie czytałam to nie wiem, ale coś mi tu nie gra :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, pomyliłam się :) Tak to jest jak czyta się inną książkę i pisze się recenzje jeszcze innej :) Dzięki za zwrócenie uwagi! ;) Co do Sophie/ Lucy, narracja prowadzona jest dwutorowo i poznajmy jedno wcielenie Lucy bardzo dokładnie (właśnie tę Sophie) i dlatego się pomyliłam :) Ale żeby nie było - Sophie jest fajna :)) Lucy - nie :)

      Jeszcze raz dzięki! :))

      Usuń
  9. Pomysł niby fajny, ale szkoda, że książka okazała się słaba.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale ja polecam, bo ją kocham. <3

    OdpowiedzUsuń