sobota, 20 lipca 2019

"Stroiciele" - Ewa Kowalska

           Podejmowanie decyzji nigdy nie było dla człowieka prostym zdaniem. Gdy stajemy przed jakimś wyborem to nagle czujemy się słabi, niepewni i przerażeni konsekwencjami naszych czynów.   Martwimy się, że nasze decyzje będą błędne, a my w niedalekiej przyszłości będziemy musieli za nie słono zapłacić. Aczkolwiek nie da się żyć bez podejmowania jakichkolwiek decyzji. Niezależnie czy chodzi o małe wybory czy te większe. Każdy z nas każdego dnia musi podjąć jakąś decyzję, a czy będzie ona prawidłowa to już zupełnie inna kwestia. Zapraszam do zapoznania się z moją opinią!
            Czy odważysz się stawić czoło Stroicielom? Są ludzie doskonali. Tak, że słyszą każdą naszą myśl.Tak potężni, że nie potrzebują broni, by zapewnić sobie bezpieczeństwo.Nikt z nas zwykłych ludzi, nie ma pojęcia o ich istnieniu, choć są tuż obok. W dzień i w nocy. Od tysięcy lat panują nad umysłami, pozwalając nam widzieć, słyszeć i pojmować tylko tyle, ile im wygodnie. Tworzą z nas pełzaki- prymitywną, ograniczoną formę bytu. Tylko skończony głupiec chciałby wejść im w drogę, ośmieliłby się pokrzyżować plany, próbował przechytrzyć.Chyba że ... nie ma innego wyjścia, gdyż tylko w ten sposób może uratować kogoś, kto stał się dla niego ważniejszy niż on sam, i cały, kołyszący się w takt fałszywej melodii, świat.Kędziora, niepokornego nastolatka, i dziewięcioletnią Asper łączy dramatyczne wydarzenie z przeszłości. Kędzior próbuje żyć dalej, jednak dziewczynka nie potrafi zapomnieć. Prosi chłopaka, by zawiózł ja w to samo miejsce do Martwego Lasu. Kędzior spełnia jej prośbę, po czym odjeżdża, jednak gnany wyrzutami sumienia wraca. I od tej chwili nie może już się wycofać. Uwikłany w intrygę potężnych, wysoko rozwiniętych ludzi, by przeżyć, zmuszony jest brać udział w ich grze.
        Teraz mnie pewnie zjecie, za to co napiszę, ale zdecydowałam się na przeczytanie tej książki ze względu na okładkę.Tak dobrze czytacie. Spodobała mi się oprawa graficzna i po bardzo krótkim namyśle doszłam do wniosku, że chcę mieć tę pozycję na swojej półce. Jak widać marzenia się spełniają, bo po pierwsze przeczytałam naprawdę fenomenalny debiut, a  po drugie mam swój piękny  i własny  egzemplarz u siebie w domu. Brzmi kozacko, prawda? Tak właśnie też jest. Ja właśnie w  tej chwili jaram się tą historią, a przy okazji majestatycznie się cieszę, że mam u siebie już drugi egzemplarz. Ach!! Najchętniej cały dzień spędziłabym z twórczością autorki, ale jak doskonale wiecie, my książkoholicy mamy też inne obowiązki. Między innymi stalkujemy pisarzy, aby wysępić od nich jakieś gorące spoilery - takie właśnie plany mam na jutro. Będę nękać autorkę. Jesteście za? Pewnie, że tak! Wyczuwam to na kilometr. Ale okej, dość już o tym, bo odbiegam za bardzo od tematu. O czym to pisałam? O okładce? Tak, dobrze pamiętam. Pogadajmy o tej cudownej, niepowtarzalnej i pięknej oprawie graficznej. Od razu Wam mówię, że ta książka dostanie jedną gwiazdkę więcej za wygląd, bo mega mi się podoba. Ja wiem, wiem. Nie ocenia się książki po okładce bla, bla. Każdy tak mówi, ale kto z Was nie lubi cieszyć oczu fenomenalnymi okładkami? W każdym razie ja lubię i właśnie z tego miejsca kłaniam się grafikowi, wydawnictwu, autorce i wszystkim, którzy mieli do czynienia z tą oprawą graficzną. Przeszliście  samych siebie i należą się Wam ogromne brawa. BRAWO! 
      Teraz przejdziemy sobie do konkretów, czyli pogadamy o książce, a dokładniej mówiąc o jej ciekawym środku. Owszem skusiłam się na przeczytanie powyższej powieści tylko dlatego, że spodobała mi się okładka, ale ja naprawdę nie sądziłam, że środek będzie taki dobry. Za tą śliczną okładką skrywa się dopracowany i intrygujący debiut literacki! Za to właśnie kocham debiutantów - nigdy nie można przewidzieć tego co przygotowali dla nas w środku. Pani Ewa Kowalska swoją pierwszą powieścią mnie oczarowała i jak tak dalej pójdzie to na bank dołączę do #teamkowalska, bo czuję, że ta autorka jeszcze nie razi i nie dwa nas zaskoczy. WOW, WOW i jeszcze raz WOW. Szczękę to do teraz zbieram z podłogi i zastanawiam się co mnie czeka w drugim tomie. Mam nadzieję, że zabiorę się za niego jeszcze w tym tygodniu! 
       Strasznie się rozpisałam, a jeszcze nie napisałam żadnych konkretów, ale wiecie co? To chyba dobrze, bo dzięki temu powolutku będziecie odkrywać świat stworzony przez autorkę i tajemniczych  stroicieli, którzy są doskonałymi ludźmi. Na pewno nie nastawiajcie się na mocno rozbudowany wątek miłosny, bo pewnie wielu z Was na to liczy. No nie ukrywam, że ja też jestem fanką romansideł, ale akurat w tej sytuacji cieszę się, że autorka obrała inną ścieżkę. Dzięki temu nie dość, ze mnie zaskoczyła to jeszcze jakimś cudem znalazła drogę do mojego serca. Z przyjemnością obserwowałam czystą relację rodzącą się między bohaterami. A co ich połączyło? Co ich tak mocno, wręcz kurczowo trzymało  ich blisko siebie? Tego Wam nie zdradzę, ale na pewno zostaniecie usatysfakcjonowani.
   Po raz kolejny zostałam zaczarowana przez polską autorkę! Serducho mi się raduje kiedy czytam tak dobre, świetne, wyjątkowe i nieszablonowe historie stworzone przez naszych polskich autorów. "Stroiciele" zachwycili mnie swoją oryginalną okładką, ale to właśnie treść powaliła mnie na kolana. Mam nadzieję, że jeszcze nie raz i nie dwa usłyszę o twórczości Pani Ewy. A jeżeli jeszcze Wy nie znacie tej książki to powinniście to szybciutko zmienić , bo jest to młodzieżówka na najwyższym poziomie.

Kochani,
czytajcie to cudeńko, ok? :D Trzymam Was za słowo!
Buziaki!
      

4 komentarze:

  1. Kto wie może kiedyś się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, cieszę sie, że z Twoim blogiem już wszystko ok i mogę normalnie komentować posty. Co do książki..... czytałam o niej różne opinie, ale do Ciebie mam ogromne zaufanie, więc skuszę się. A co!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem jak to robisz, ale mam ochotę kupić książkę Pani Ewy. To w ogóle nie są moje kliimaty, ale kurde. Chcę to na swojej półce xDD

    OdpowiedzUsuń
  4. Tym razem mówię pas, ale może za jakiś czas zmienię zdanie :)

    OdpowiedzUsuń