poniedziałek, 7 listopada 2016

Ponad pięćset stron magii, czyli recenzja książki pt."Nie poddawaj się"


   Dzisiaj przybywam do Was z recenzją książki, która na parę godzin zabrała mnie do  magicznego świata, pełnego wampirów, czarodziejów i innych paranormalnych stworzeń. Jesteście ciekawi co to za pozycja? 

  Simon Snow rozpoczyna właśnie ostatni rok nauki w Szkole Czarodziejów w Watford. Nie żeby przez ostatnie kilka lat jakoś bardzo się podszkolił – wciąż słabo radzi sobie z różdżką, w dodatku nieustannie coś podpala albo sam wybucha. Na domiar złego porzuca go dziewczyna, a jego mentor nie daje znaku życia. Simon zupełnie nie wie, dlaczego akurat on uznawany jest za najpotężniejszego czarodzieja, skoro każde z jego życiowych przedsięwzięć to porażka.
Ale gdy w Świecie Magów zaczyna wrzeć, Simon musi sprostać wyzwaniu i zapanować nad sytuacją. Nie pomaga przeczucie, że Baz, jego współlokator, a zarazem największy wróg, prawdopodobnie knuje coś za jego plecami.


"Myślenie o tym, czego nie można mieć ani zmienić, boli".

  Nie ma chyba książkoholika, który nie słyszałby nazwiska Rainbow Rowell. Kilka miesięcy temu ta amerykańska autorka zawładnęła sercami czytelników na całym świecie takimi pozycjami jak "Eleonora i Park", "Załącznik" czy "Fangirl". Nie wiem dlaczego, ale ja zawsze unikałam książek tej Pani, aż w końcu postanowiłam zapoznać się z jej najnowszą powieścią pt."Nie poddawaj się". Jednak czy było warto?

   Absolutnie tak! Pierwsze czym autorka skradła moje serce to narracja prowadzona z punktu widzenia kilku postaci i to nie tylko tych pierwszoplanowych, lecz także tych drugoplanowych. Mogłam obserwować, poznawać i analizować tok myślenia innych postaci i próbować postawić się w ich sytuacji. Skutek tego był taki, iż podczas czytania "Nie poddawaj się", ani razu się nie nudziłam. Byłam strasznie ciekawa kolejnych rozdziałów i innych perspektyw bohaterów.

"Chyba jest mnie zbyt mało. Kto by pomyślał - nie miałam w sobie wystarczająco dużo życia, żeby umrzeć jak trzeba. Za mało,żeby się przebić , i za mało,żeby się cofnąć."

   Niektórzy z Was mogą sobie pomyśleć, iż "Nie poddawaj się" to taka kopia kochanego przez cały świat Harrego Pottera. Owszem ja tez na początku tak myślałam, ale po kilku stronach zobaczyłam, iż autorka obrała sobie zupełnie inny kierunek. Owszem jest kilka podobieństw, lecz naprawdę nie ma ich tak dużo. Rainbow Rowel jak tylko mogła zaskakiwała czytelnika na każdym kroku i to było świetne. I za to się ceni autorów!

    Co do kreacji bohaterów nie mam zastrzeżeń. Jestem totalnie nimi zauroczona i nie mogłabym złego słowa o nich napisać. Simon Snow to taka pozytywna i barwa postać! Zazwyczaj tryskał energią i był pod każdym względem niesamowicie uroczy. Trochę byłam zła na autorkę za to, że tak go męczyła przez całą powieść.
    Bardzo polubiłam też wroga młodego czarodzieja Buza. Nie wiem dlaczego, ale od pierwszego spotkania go polubiłam. Miał w sobie coś tak rozbrajająco  irytującego. Cieszę się, że Rowell postanowiła troszkę zaszaleć z jego charakterkiem.
   A jeśli chodzi o żeńskie postaci to najbardziej  zżyłam się z Penelope, ponieważ była cudowna, rozsądna, troskliwa i po prostu uwielbiałam czytać rozdziały z jej perspektywy!

"Nie witaj się Simonie, bo wtedy będziemy musieli później się pożegnać, a ja nie znoszę pożegnań"

   Jestem pod wrażeniem świata wykreowanego przez autorkę. W tej książce pojawia się absolutnie wszystko chochliki, wampiry, czarodzieje, szkoła z internatem i zaklęcia. Każdy detal został dokładnie przemyślany i dopracowany na ostatni guzik. A oprócz tego możecie spodziewać się dużej dawki kłamstw, zdrad, miłości, namiętności i przede wszystkim przyjaźni. Nic dodać, nić ująć, tylko czytać!

"Nie poddawaj się"  to powieść, którą bardzo  szybko się  czyta, choć ma ponad pięćset stron. Historia Simona i jego przyjaciół to nietuzinkowa i szalona przygoda, jaką na pewno chcecie przeżyć, wiec nie  zastanawiajcie się długo, tylko biegnijcie do księgarni po swój egzemplarz.


" - Jesteś cholerną klęską żywiołową, Snow. Nie mógłbyś być gorszym popaprańcem.
Próbuje mnie pocałować, ale tym razem się cofam.
- I tobie się to podoba?
- Ogromnie - odpowiada.
- Dlaczego?
- Bo do siebie pasujemy."

Kochani,

mam nadzieję, że zachęciłam Was do przeczytania tej cudownej książki <3
 Do napisania <3

9 komentarzy:

  1. Ja już kupiłam i zaczęłam czytać. Bardzo fajna książeczka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie przed chwilą skończyłam i jestem zachwycona. Rowell nie da się nie kochać!
    Pozdrawiam, pozeram-ksiazki-jak-ciasteczka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja jednak postoję z boku."Fangirl" niezbyt mi się podobała, więc wątpię, by "Carry on" przypadło mi do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dość obszerna książka ale jestem nią mocno zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam poprzednie pozycje Rowell, stąd mój brak zainteresowania - średnio mi się podobały jej książki, dlatego tym bardziej nie się skuszę na Carry on. :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobała mi się Eleonora & Park, a teraz Zabieram się za Załącznik i liczę na lekką i przyjemną lekturę, ale chyba jednak tę książkę Pani Tęczy sobie odpuszczę, bo szkoła czarodziejów, magia itd. to trochę nie moje klimaty. Chyba jednak zostanę przy innych książkach autorki. ;)
    Amanda Says

    OdpowiedzUsuń
  7. Dużo osób wspominało w recenzjach o tym podobieństwie do Harry'ego Pottera, a teraz jeszcze więcej mówi, że wcale nie jest to tak widoczne :) Ale mimo to, mnie jakoś nie ciągnie ani do tej książki, ani do twórczości Rowell. Jedynie "Fangirl" mam w planach kiedyś przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się, że ci się książka podobała, ale ja nabrałam dystansu po Fangirl i bardziej mnie odstrasza każda kolejna książka, niżby miałaby mnie do siebie przyciągać.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi ta książka bardzo przypadła do gustu, tak jak Tobie <3

    OdpowiedzUsuń